> >
 |
„Mistrzostwa Europy w Kick-boxingu, Serbia i Czarnogóra 2004 r.” |
 |
Wywiad z Michałem Głogowskim
Między 18 a 24 października w Budvie (Serbia i Czarnogóra) odbyły się Mistrzostwa Europy w Kick-boxingu. Siedlczanin, Michał Głogowski, odniósł na nich swój największy w dotychczasowej karierze sukces – wywalczył tytuł mistrza Europy w formule Low Kick Seniorów.
Michał Głogowski |
Dwudziestolatek, pochodzi z Siedlec. Jest studentem Politechniki Warszawskiej.
Kick – boxingiem interesował się już jako mały chłopak, a swoje pierwsze treningi rozpoczął mając 17 lat. Do uprawiania tego sportu namówił Michała kolega, który boksował w klubie TKKF Siedlce.
Treningi rozpoczął pod okiem Andrzeja Garbaczewskiego, trenera kadry narodowej, który do dziś jest jego opiekunem.
|
 |
1. Michał, tytuł mistrza Europy to wielkie osiągnięcie, olbrzymi sukces twój i trenera. Czy spodziewałeś się, że te mistrzostwa będą aż tak dla ciebie udane?
Nie spodziewałem się. Prawdę mówiąc nikt się chyba nie spodziewał. Mój trener, Andrzej Garbaczewski, jeszcze przed wyjazdem powiedział mi, że po cichu liczy na brąz. Ja wyjazd odbierałem raczej w kategoriach zdobycia doświadczenia, przetarcia się na zawodach. Nikt nie przypuszczał, że tak się to skończy. Złoto było olbrzymim zaskoczeniem, bo w tej rangi zawodach w formule Low Kick startowałem praktycznie po raz pierwszy. Jestem niezwykle szczęśliwy i dumny z uzyskanego tytułu.
2. Od mistrzostw upłynęły już prawie dwa tygodnie, w tym czasie zdążyłeś wywalczyć tytuł mistrza Polski w formule Light Contact, co tak naprawdę tytuł mistrza Europy zmienił w twoim życiu?
Wszystko i nic. Wszystko, bo w kick-boxingu nagle stałem się kimś rozpoznawalnym, kimś, z kim walka stanowi wyzwanie, wymaga koncentracji, odpowiedniej taktyki. Wiem z własnego doświadczenia, że tytuł mistrza budzi respekt, bo wielokrotnie sam walczyłem z utytułowanymi zawodnikami.
Nic się nie zmieniło, bo wciąż jestem tym, kim byłem: studiuję, trenuję tak samo jak wcześniej. Może jest mi lżej o tyle, że mam świadomość, że moja ciężka praca w ciągu ostatnich trzech lat została doceniona.
3. Decyzja o twoim wyjeździe na mistrzostwa zapadła niemal w ostatniej chwili, na pewno nie jechałeś tam jako faworyt. W którym momencie turnieju uwierzyłeś, że możesz zdobyć medal?
Żelaznym faworytem imprezy był Rosjanin, z którym walczyłem w półfinale. Widziałem jego wcześniejszą walkę na turnieju: wydawał mi się poza zasięgiem, parł cały czas do przodu, mocno kopał. Powiem szczerze – obawiałem się walki
z nim. Byłem jednak dobrze zmotywowany. Przed walką rozmawiał ze mną trener kadry narodowej Tomasz Skrzypek, cały czas czułem przy sobie obecność trenera Garbaczewskiego. Od tego ostatniego dostałem serię smsów ze wskazówkami taktycznymi – trener bardzo przeżywał walkę. Wiedziałem, że nie mogę się cofnąć, że jedyną taktyką na pokonanie Rosjanina jest atak
i naciskanie na niego cały czas. Nie cofnąłem się o krok. Nie dałem mu rozwinąć skrzydeł. Pamiętam akcję po pierwszej wymianie ciosów, kiedy mocno trafiłem go lewym prostym. Wtedy chyba zrozumiał, że nie pójdzie mu ze mną tak łatwo. To był przełom, potem nie odpuściłem aż do końca. Wygrałem walkę 3:0. Wszyscy byli w szoku, trenerzy bardzo się cieszyli.
4. W tym momencie miałeś już zapewnione srebro, przed tobą była jeszcze walka z Białorusinem o złoto...
Finał odbywał się w niedzielę. Długo przygotowywałem się do walki. Widziałem rozgrzewającego się obok przeciwnika. Miałem świadomość, że dzień wcześniej pokonałem faworyta. Nie miałem nic do stracenia, byłem zdecydowany walczyć do końca. Tuż przed walką, sędzia ogłosił moje zwycięstwo walkowerem. Rywal po prostu nie wyszedł na ring – nie wiem, czy rzeczywiście była to kontuzja,
czy po prostu widział to „coś” w moich oczach.
5. Zdobyłeś złoto – co działo się potem?
Potem była olbrzymia radość, koledzy wypełnili krzykiem całą halę. Nie potrafię opisać tego, co sam wtedy czułem. Jednak największym przeżyciem była ceremonia dekoracji – stałem na podium, słyszałem Mazurka, miałem łzy
w oczach. Dla takiej chwili warto było trenować. W trakcie ceremonii trener Skrzypek usiłował dodzwonić się do Andrzeja Garbaczewskiego, ale nie mógł się z nim połączyć. Wiem, że moi rodzice słyszeli hymn w słuchawce telefonu i że bardzo to przeżyli.
6. Co oprócz twojej ciężkiej pracy zadecydowało o sukcesie?
Wiele zawdzięczam, co zrozumiałe, moim rodzicom, a także mojej dziewczynie. Bez kolegów, z którymi trenuje na pewno też nie wywalczyłbym złota. Ważny wkład w mój sukces wniósł sponsor, firma Extensor, bez której pewnie nie pojechałbym na mistrzostwa. Jednak najwięcej w karierze sportowej zawdzięczam trenerowi Andrzejowi Garbaczewskiemu. Trener prowadzi mnie
od początku moich treningów w TKKF Siedlce (Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej Siedlce). Od niego nauczyłem się najwięcej. Teraz, kiedy studiuję w Warszawie, Andrzej martwi się o szkołę, o to gdzie mieszkam, dzwoni przed każdymi zawodami, jest jak ojciec. Kiedy walczyłem w półfinale ME z faworytem turnieju trener bardzo się denerwował. Nie było go na miejscu, kontaktował się ze mną telefonicznie. Nie mógł doczekać się na wynik walki. Później,
po walce, kiedy rozmawialiśmy słyszałem jak łamał mu się głos.
7. Jak to się stało, że mimo tego, że choć wcześniej prawie w ogóle nie startowałeś w formule Low Kick wziąłeś udział w mistrzostwach Europy?
Osiągnięcia w innych formułach spowodowały, że trener kadry dopisał mnie do listy startujących. Jednak to, że pojechałem to głównie zasługa firmy Extensor. Polski Związek Kick-Boxingu nie dysponuje na tyle dużym budżetem żeby wysyłać na zawody międzynarodowe wszystkich chętnych. Na tego rodzaju zawody, jeżdżą zawodnicy najbardziej utytułowani, ci, którzy mają największe szanse na medale. Wcześniej raczej nie startowałem w Low Kick, byłem więc kimś zupełnie nowym w tej formule i mimo moich sukcesów w innych formułach nie mogłem liczyć na dotacje związku. Trener Skrzypek chciał jednak wziąć kilku młodych zawodników żeby mogli zdobyć doświadczenie. Niestety musieli oni sami sfinansować sobie podróż. Dla mnie oznaczało to, koniec marzeń o wyjeździe. Na szczęście mogłem liczyć na pomoc przyjaciół z Extensora. Bez ich wsparcia nie byłoby medalu.
8. Trenujesz już od trzech lat. Jak zaczęła się twoja przygoda z kick-boxingiem?
Na treningi namówił mnie kolega. Zgłosiłem się do siedleckiej sekcji TKKF prowadzonej przez trenera Garbaczewskiego. Spóźniłem się na jesienny nabór i trener nie bardzo chciał mnie przyjąć. Ja po pierwszym treningu wiedziałem, że to jest to. Przez cztery miesiące dobijałem się o miejsce w klubie i dopiero z nowym naborem zostałem ostatecznie przyjęty. Te kilka miesięcy oczekiwania było dobrą lekcją pokory. Trener Garbaczewski jest bardzo mądrym człowiekiem – myślę, że doskonale wiedział, co robi poddając mnie próbie. Przez pół roku trenowałem w grupie początkującej, trzy razy w tygodniu po 1,5 do 2 godzin. Już na tym etapie trener poświęcał mi bardzo dużo czasu. Potem była grupa zaawansowana. Na pierwszy turniej pojechałem po roku trenowania. Startowałem w formule Semi Contact – wygrałem jedną walkę, która dała mi prawo startu w Mistrzostwach Polski Seniorów. W kwietniu 2002 r. zdobyłem swój pierwszy medal – brąz w Semi Contact Seniorów. Potem były eliminacje
do Mistrzostw Polski w Light Contact w Lublinie. Pamiętam je bardzo dobrze: wygrałem pierwszą walkę i przed wyjściem do następnej... zasłabłem. Przed walką musiałem zbić 1,5 kg wagi w ciągu godziny i mój organizm po prostu tego nie wytrzymał.
9. Przez następne miesiące intensywnie trenowałeś i rok 2003 to już pasmo twoich sukcesów na Mistrzostwach Polski w różnych formułach obu kategorii wiekowych. Które z walk z tego okresu pamiętasz najlepiej?
Pamiętam doskonale każdą z przegranych walk, bo one najwięcej uczą.
10. Jesteś studentem Politechniki Warszawskiej, jak godzisz wymagające studia z byciem sportowcem?
Nie jest to łatwe. Uczestniczę w wielu zawodach i wyjazdy praktycznie zdarzają się co miesiąc. Do tego zgrupowania kadry, treningi… Staram się opuszczać jak najmniej zajęć, ale nie zawsze jest to możliwe. Na szczęście cykl treningowy ustawiony jest tak, że budowanie formy przypada na miesiące wakacyjne. Studia są dla mnie bardzo ważne. Uprawianie sportu, w każdej odmianie,
a już szczególnie sportu walki wiążę się ryzykiem kontuzji i urazów. Kariera sportowca nie trwa wiecznie.
11. Kategoria wagowa - do 69 kg - w której startujesz wymaga pewnych starań. Jak wygląda twoja dieta?
Rygorystycznie przestrzegam jednej zasady: nie jem po godzinie 18:00. Raz dziennie, zazwyczaj rano piję koktajl mleczny z wysokobiałkową odżywką Extensora – to daje mi dużo energii, pozwala lepiej znosić treningi. Nie piję kawy. Poza tym nie narzucam sobie jakichś restrykcji, co do spożywanych produktów.
12. Jakie są Twoje plany na przyszłość? Co chciałbyś osiągnąć w kick-boxingu?
Na pewno będę dalej rozwijał się i walczył w formułach Full Contact i Low Kick. Chciałbym osiągnąć szczyty w tych dwóch dyscyplinach. W przyszłym roku będę mógł zrobić pierwszy krok, żeby zrealizować marzenia – w Maroku odbędą się Mistrzostwa Świata w Low Kick. A potem? Może spróbuję szczęścia w boksie zawodowym.
Słowniczek:
Semi Contact - forma rywalizacji, polegająca na walce do pierwszego trafienia, po którym pojedynek jest przerywany na czas oceny wykonanej przez zawodnika techniki i przyznania stosownej ilości punktów. Zabronione są kopnięcia i uderzenia z pełną siłą.
Light Contact - forma walki ciągłej, w której walczący muszą wykazać się doskonałą techniką, kondycją fizyczną i koordynacją. Ciosy i kopnięcia nie mogą być zadawane z pełną siłą, o wyniku pojedynku decyduje liczba zdobytych punktów i efektywność zawodnika, poprawność wykonywanych technik, aktywność na planszy, umiejętności.
Full Contact - wyczynowa forma walki w kick-boxingu. Udział w turniejach rozgrywanych w tej formule wymaga doskonałego przygotowania siłowego, kondycyjnego, ale też bardzo dobrej techniki. Walka w pełnym kontakcie może zostać rozstrzygnięta przed czasem przez nokaut techniczny. Dodatkową, najbardziej wymagającą kategorię stanowi Low Kick. Jest to rozbudowana forma Full Contact, która zezwala na kopnięcia i ciosy na nogi. Walki w Semi Contact
i Light Contact rozgrywane są na macie, walki w Full Contact i Low Kick
– w ringu.
Dotychczasowe osiągnięcia Michała Głogowskiego:
2003 Mistrzostwa Polski – Full Contact Juniorów – 1 miejsce
2003 Mistrzostwa Polski – Light Contact Juniorów – 1 miejsce
2003 Mistrzostwa Polski – Semi Contact Juniorów – 1 miejsce
2003 Puchar Polski – Full Contact Juniorów – 1 miejsce
2003 Puchar Polski – Light Contact Juniorów – 1 miejsce
2003 Puchar Polski – Light Contact Seniorów – 2 miejsce
2003 Międzynarodowy Puchar Węgier - Light Contact Juniorów – 2 miejsce
2004 Międzynarodowy Puchar Polski – Full Contact Seniorów – 2 miejsce
2004 Mistrzostwa Europy – Low Kick Seniorów – 1 miejsce
2004 Mistrzostwa Polski – Light Contact Seniorów – 1 miejsce